W Domu Polskim w Buenos Aires.

Śladami Polaków:
 

PATAGONIA
- wyprawa na „koniec świata” i na wyspy „Rapa Nui”.

To była szczególna wyprawa, bo w stosunkowo niedługim czasie wylataliśmy blisko 40 tysięcy kilometrów, przejechaliśmy ponad 1000 kilometrów, a pieszo pokonaliśmy ich blisko 120.
 

Nasza 14-osobowa grupka spisała się bardzo dzielnie, pokonując dziennie nie tylko znaczne odległości, ale również dość strome podejścia i patagoński wiatr, który czasami "zwalał" nas z nóg. Najważniejsze jednak że dopisała pogoda, bo święciło słońce, oświetlając wspaniale, strzeliste wieże wysokich gór oraz bezkresną, patagońską pampę. Mieliśmy wiele spotkań i przygód. Spotkaliśmy się z Polakami, podróżującymi jak my i tymi, którzy tam mieszkają od wielu lat, a także z kondorami, z guanaco i ze strusiami.

W Buenos Aires odwiedziliśmy Dom Polski przy calle Serrano, gdzie zjedliśmy powitalny obiad i odwiedziliśmy bibliotekę im. Ignacego Domeyki. Po tym pięknym mieście oprowadzała nas Polka z trzeciego pokolenia Rozalia Konop, która sprawiła, iż nasze zwiedzanie stolicy Argentyny stało się pasjonujące i odkrywcze. Rozalia, która na co dzień jest nauczycielką w sobotniej polskiej szkole, pokazała nam nieznane nam dotąd miejsca związane z historią tamtejszej Polonii. Na słynnym cmentarzu La Recoletta, gdzie znajdują się groby, a raczej grobowce – pałace najwybitniejszych i najbogatszych Argentyńczyków, w tym grób boskiej Evity Peron, dzięki Rozalii odkryliśmy grobowiec- Panteon Argentyńskiej Polonii i groby innych zasłużonych Polaków. Odwiedziliśmy również portową dzielnicę La Boca, gdzie narodziło się tango. Wieczorem oczywiście uczestniczyliśmy w „tango show”.
 

Trzy tysiące km na południe, w miasteczku Ushuaia nad kanałem Beagle, odwiedziliśmy dom 95-letniego Michała Zapruckiego, który  mieszka tam od 1947 roku. Był on tak wzruszony naszą wizytą, że wyciągnął głęboko schowaną dla specjalnych gości wódkę Wyborową, i oświadczył żonie i córce, że  „.....z takiej okazji jaka jest dzisiaj, to on nie będzie brał żadnych lekarstw tylko się napije z rodakami ...”. po czym wychylił jednym ruchem pół szklanki tej ognistej wody... Potem opowiedział nam o swojej drodze z Polski przez syberyjskie lagry do Armii Andersa, a z nią o zdobywaniu Monte Cassino i o życiu w Argentynie.
 

Zwiedzanie Ziemi Ognistej nie może być zaliczone bez odbycia pieszej wędrówki przez park narodowy Tierra del Fuego, która kończy się dojściem do tablicy z napisem – Fin del Mundo, (Koniec Świata) i do stojącego nad brzegiem kanału Beagle unikalnego budynku poczty. Jest ogromną atrakcją dla turystów móc wysłać stąd kartkę pocztową czy też dostać pieczątkę do paszportu.
 

        Dwa dni później w mieście El Calafate nad jeziorem Argentino, spotkaliśmy Anię Czalbowską, znaną wszystkim jako "La Polaca", która jest licencjonowaną przewodniczką turystyczną (w języku hiszpańskim, angielskim i polskim) i oprowadza turystów po okolicy, a szczególnie do słynnego lodowca Perito Moreno. Ania to wysoka, pełna energii blondynka, ubrana w zakopiańską, haftowaną bluzkę, mówiąca staropolskim językiem, takim, jakiego nauczyli ją rodzice (którzy też przeszli drogę z Armią Andersa).

      
Już pod majestatycznym Fitz Royem w miasteczku El Chalten, spotkaliśmy młodego Polaka Antka, który prawie bez pieniędzy podróżuje od 5-ciu miesięcy samotnie po Argentynie i teraz czeka na pogodową "okazję”, aby wspiąć się na 3-tysięczny szczyt tej owianej złą sławą pionowej góry.

     Na szlakach czy to pod Fitz Royem, czy też Torres del Paine, spotykaliśmy wielu rodaków, którzy reagowali radośnie na widok niedużej biało-czerwonej flagi, jaka powiewa na drzewcu tuż nad moim plecakiem. To nie tylko bardzo dobry znak do rozpoznawania naszych rodaków, ale też niejako narzędzie służące do edukacji wielu turystów z całego świata, którzy nie zawsze pamiętali, z jakiego kraju to flaga.   
 

W miasteczku Puerto Natales, nad fordami południowego końca Andów od strony Pacyfiku, spotykam młodą Polkę Magdę Zacharewicz, która wraz z mężem Chilijczykiem od dwóch lat prowadzi agencję podróży, oferującą głównie wyprawy do parku Torres del Paine.

        W stolicy Chile, Santiago powitał nas inny rodak Maciej Raniewicz, właściciel agencji podróży, która od wielu lat obsługuje przyjeżdżających z całego świata Polaków. Maciej jako zawodowiec, a zarazem pasjonat, nie tylko świetnie pokazał nam całe miasto, ale również opowiedział o codziennym życiu Chilijczyków i o znaczeniu miejscowej Polonii.
 

Gdy już zobaczyliśmy południową część południowo-amerykańskiego kontynentu, nadszedł czas na zobaczenie położonej daleko na Pacyfiku słynnej Rapa Nui, czyli Wyspy Wielkanocnej. Dwa pełne dni pobytu, jakie mieliśmy na zwiedzenie jej, okazało się za mało. Ku naszemu zaskoczeniu na wyspie jest ogromna ilość miejsc archeologicznych, z których zobaczenie przynajmniej 15-tu jest konieczne, aby zrozumieć historię tego ludu, ich tradycje, a przede wszystkim znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego budowali oni ogromne skalne posągi zwane Kolosami? Na wyspie odnaleziono ich blisko 900, z których większość jest powalona, połamana, przysypana ziemią i porośnięta trawą. Tylko 30 Kolosów jest zrekonstruowanych i stoi odwrócona plecami do oceanu, z wyjątkiem 7-miu, które patrzą w morze. Przez te trzy dni pobytu dowiedzieliśmy się jak ten lud mieszkał i jak budował te Kolosy z wulkanicznej lawy. Nie znaleźliśmy jednak odpowiedzi na pytanie: dlaczego i dla kogo je budował? To zapewne pozostanie tajemnicą na następne pokolenia badaczy.

      N
asza 19-dniowa wyprawa była wielkim przeżyciem dla każdego z nas. Mieliśmy nie tylko możliwość zobaczenia ogromnych połaci Patagonii, poznania wielu interesujących ludzi, przeżycia pięknych, a często i trudnych chwil w czasie pieszych wędrówek, ale także okazję do ucieczki od naszej cywilizacji, od codziennego stresu, od wpływu różnych fal czy od sztucznie wzbogacanej żywności. Można więc rzec, że była to również wyprawa po zdrowie.

      Warto wymienić tych, którzy „odmłodnieli” uczestnicząc w tej 60. wyprawie Polonijnego Klubu Podróżnika: Batog Barbara (po raz 7.), Bieniarz Wiesława (po raz 2.), Chęcińska Bożena (po raz 3.), Feeney Charles, Fryzel Jan (po raz 6.), Kassur Michał i Danuta (po raz 3.), Kowalów Lech (po raz 2.), Ladynski Marek, Szewczyk Bogdan i Barbara, Tarłowska Krystyna (po raz 9.) i Tobolewska Alexandra. Serdecznie dziękuję im za udział w tej wyprawie i za stworzenie przemiłej atmosfery.

 

Jerzy Majcherczyk  -  Pilot i Organizator.
Autorzy zdjęć: Janek Fryzel (45%), Jerzy Majcherczyk (40%) i Marek Ladynski.
 

A oto kontakty do naszych rodaków w Argentynie i Chile:

- Rosalia Konop, Buenos Aires, rosalia_konop@hotmail.com
 

- Michal Zaprucki, Ushuaia, Argentyna, zaprucki_ml@yahoo.com.ar
(tylko po hiszpańsku do jego córki)

- Anina Czalbowska, "La Polaca",
 
El Calafate, Argentyna-  anapolaca@hotmail.com

- Magda Zacharewicz, Puerto Natales, Chile- info@indianadventure.cl
.

- Maciej Raniewicz, Santiago de Chile- travelch@chilesat.net
 

Powrót na stronę główna:


Wejscie na cmentarz La Recoletta


Jeszcze świeży pomnik JP2. Z naszą przewodniczką Rozalia K.


Przy grobowcu - mauzoleum Związku Polaków w Argentynie.


La Boca- dzielnica tanga.


Przy tablicach upamiętniających naszych wielkich rodaków.


Tutaj wszystko kręci się wokoło -TANGA.
Grobowiec
Evity Peron.

I tutaj można znaleźć naszego sponsora.


Widok Ushuai i Kanal Beagle.


Rejs po Kanale Beagle.

W domu Michala Zapruckiego.


"Koniec Świata" czyli koniec drogi na południe.


Widok na wejście w Cieśninę Magellana od Atlantyku.

Poczta na "koncu świata".

Na tle słynnego "kroczącego" lodowca Perito Moreno.


"La Polaca", czyli Ania Czalbowska  z Calafate.


40, 60 m ściany lodu z hukiem wpadają do wody.

Antek i Joasia poznani w El  Chalten.

W całej okazałości - Fitz Roy.

El Chalten- baza wypadowa u podnóża Fit Roy.

Juz po pierwszej 22 km nieplanowanej rozgrzewce.

Majestatyczne Torres del Paine.

Jezioro i lodowiec Grey.
Czy my musimy iśc tak wysoko!

Zostawiamy ślady w postaci naklejek PKP.

Jesteśmy u samego podnóża słynnych rogów.

Przy Patagońskim wietrze można by nawet polecieć.

W dolinie Chilijczyków a tam ledwo widoczne nasze schronisko.

Z naszym przewodnikiem Edmundo, przy najlepszym piwie - Austral.

Ostatnie podejście pod szczyty Torres.

Jesteśmy na krawędzi kotła szczytowegoTorres del Paine.

Cel osiagniety - U podnóża wież -Torres del Paine.

Wodne progi na Rio Torres.


Kolejny ślad wizyty JP2


Spotkanie z gauchos było nie lata atrakcją.


Z głanaco, jeszcze nie miałam zdjęcia!


Zejście na niziny też miało swoje uroki.


"La Moneda" pałac prezydencki w Santiago de Chile.

Nasza Magda Zacharewicz zaczyna tu swoje życie z "turystyki" w agencji Indian Adventure. Wesprzyjmy ją!

Tablica upamiętniająca wizytę JP2 w Punta Arenas.

Nasz gospodarz w Santiago - Maciej Raniewicz.

Miasteczko Punta Arens.

Widok na północno-zachodnią część Santiago de Chile ze wzgórza Anioła.

Spełniły się nasze marzenia. 10 wybrańców którzy dotarli na Rapa Nui.

Ten kapelusz z kolosa wytoczymy następnym razem. Dziękuje i już zapraszam JM

Czyżby dotarli tutaj też Inkowie?

"Fabryka" kolosów na zboczu jednego z wulkanów.

Na zachodnim cyplu wyspy. W tle 3 legendarne wysepki:
Moto Nui, Moto Iti i Kau Kau.

Spokojnie możemy polecić Lan Chile. Nowe i sprawnie obsługiwane samoloty oraz punktualności to ich domena!